2006-12-20
Wigilia w firmie już blisko
No właśnie. Znów spotkamy się wszyscy razem i znów będziemy sobie życzyć wszystkiego najlepszego. Oczywiście prezes będzie życzył wszystkim lepszej sytuacji finansowej firmy, bo wtedy i pracownikom będzie lepiej. Akurat!!!! Wszyscy wiedzą, że nawet gdyby firma potroiła obroty, to i tak nic z tego nie skapnie dla pracowników. No - może najwyżej zarząd dostanie premię. A pracownicy to najlepiej jakby dopłacali jeszcze do możliwości pracowania w firmie - no bo po co im podwyżki?? Sama satysfakcja powinna w zupełności wystarczyć. Zresztą widać to po temacie bonów - nie pamietam, byśmy kiedykolwiek coś takiego dostali. A chodzą słuchy, że są takie firmy, w których pracownicy dostają na święta taki gift! Muszę taką znaleźc i się tam zatrudnić :-)2006-12-16
Archlinux i kolejny pad
No i stało się... Jak to się mówi: "O jeden patch za daleko".Znów zapragnąłem uaktualnić mojego Archiego i... wieelka kupa! Mam ten system na jednym z serwerów i zaczynam już wychodzić z siebie. O ile na innym serwerze chodzi to bez problemu, o tyle na tym co chwila mam swoją prywatną wojnę. I oczywiście co chwila mówię sobie, że to już ostatni raz i trzeba przesiąść się na Gentoo. Jak widać Archlinux jest super o ile polubi się ze sprzętem. Jeśli nie - to święty Boże nie pomoże. No i znów zamiast zając się poważnymi rzeczami (słuchanie mp3, czytanie newsów na Onecie, itp) musiałem naprawiać linucha. Ech...
2006-12-11
Głupa klamerka
No tak... dziś spędziłem 3 godziny szukając błędu w programie. Kombinowałem, głowiłem się, czytałem dokumentację, rozbierałem program na części. Podejrzewałem nawet że sam język zawiera jakiegoś buga, aż tu nagle.... bach. Okazało się, że nie domknąłem klamerki i stąd to wszystko. Najgorsze jest to, że sam program wyrzucał błąd, który mówił coś zupełnie innego. Ale nic - takie jest życie...2006-12-08
Już piątek :-)))
Najszczęśliwszy dzień w tygodniu - piątek wieczorem. I właśnie trwa :-)))2006-12-07
Jutro piątek...
Jutro piątek... czyli koniec tygodnia. W sumie zleciało zanim się obejrzałem. Lubię piątki, bo wtedy w firmie mało się dzieje i każdy przygotowuje się do weekendu. To jest w sumie ciekawe zjawisko, bo każdy udaje że pracuje, a tak naprawdę już odlicza godziny do wyjścia. Jak za socjalizmu - niby praca, niby atmosfera zaangażowania, ale za pięć 15-ta każdy już jest spakowany i gotowy do wyjścia. Co prawda nie pamiętam socjalizmu od tej strony (byłem wtedy dzieckiem), ale wiele słyszałem. To wszystko na swój sposób miało swój urok. Nikt w pracy nie był zazdrosny o to że kolega zza biurka więcej zarabia, bo wszyscy zarabiali po równo (znaczy tak samo mało). Wiadomo było, że na stażu zarabiało się x, po stażu x+y, a później pensja zależała od stanowiska. W sumie proste, co nie? :-)) To gdzie się pracowało też nie miało znaczenia, bo wszędzie płace były podobne. Należało tylko wybrać zakład pracy niedaleko domu i było gitesowo. Teraz ludzie pracują na drugim końcu miasta bo tam lepiej płacą lub akurat tylko tam ich chcą. I w sumie też nie jest lepiej - niby w sklepach wszystko jest, tylko nie ma się kiedy tam wybrać żeby coś kupić, bo pracuje człowiek do późna i częstokroć zostaje po godzinach. I co mamy z tego naszego kapitalizmu? No co??? Braci Kaczyńskich, hehe..:-)))))
2006-12-03
No i do pracy...
Kurcze.... jutro znów do pracy....Przyzwyczaiłem się do weekendu i prawdę powiedziawszy nie bardzo poczuwam się do obowiązku zapracowania na moją pensję. Przydałoby mi się kilka dni odpoczynku, ale pewnie nie mam co liczyć na taki luksus. W pracy kupa roboty i jak powiem szefowi że chciałbym wziąć jakiś urlop, to popatrzy się na mnie jakbym conajmniej mu wyznał, ze zamierzam lecieć na Marsa.
Wypada więc jutro iść do pracy i popróbować coś tam popracować. Albo się uda przetwać bezboleśnie, albo znów nie będzie wiadomo, w co włożyć ręce. Najlepiej bedzie chyba przyjśc wcześnie (tak by wszyscy widzieli) i udawać strasznie zapracowanego. To czasami chwyta...